Oszustwo na krewnego. Historia pani Zofii

Pogodny wiosenny poranek. 69-letnia pani Zofia odbiera telefon stacjonarny. Słyszy czyjąś bełkotliwą mowę i przejmujący szloch. Zdenerwowana, próbuje ustalić, kto dzwoni, ale kobieta po drugiej stronie nie jest w stanie wydusić z siebie ani słowa. „Basiu, to ty?” – pyta w końcu pani Zofia, domyślając się, że to jej siostra. W odpowiedzi słyszy potwierdzenie i dramatyczną, przerywaną wybuchami płaczu historię. „Spowodowałam wypadek, potrąciłam na pasach chłopaka. Jego rodzice grożą, że wezwą policję, jeśli zaraz im nie zapłacę. Chcą 50 tysięcy, inaczej na pewno pójdę do więzienia!”.

– Oblał mnie zimny pot – wspomina dziś pani Zofia. – Liczyło się tylko to, by natychmiast pomóc siostrze. Szybko zawołałam mojego męża Stanisława. Kazałam mu prędko policzyć nasze oszczędności. Zaczął też dzwonić do dzieci, żeby pomogły nam uzbierać potrzebną kwotę. Uspokajałam Basię, że Staszek zaraz przyjedzie na miejsce wypadku, że może uda się uprosić rodziców potrąconego chłopaka, by dali nam czas na zebranie pieniędzy. Ale ona powiedziała, że nie pozwolą jej się nigdzie ruszyć i ojciec sam do nas przyjdzie, by odebrać całą kwotę. Na tym skończyła, bo ktoś kazał jej się rozłączyć. Poszłam do drugiego pokoju, gdzie od dłuższego czasu mąż dyskutował przez telefon z córką. Byłam zła, że urządzają sobie pogawędkę, zamiast szukać rozwiązania i dzwonić do innych członków rodziny. Za chwilę jednak Stanisław poprosił, żebym przez chwilę posłuchała, co mówi nasza córka. „Mamo, czy jesteś pewna, że rozmawiałaś z ciocią Basią?” – zapytała. Jak mogłam wątpić! Byłam przekonana, że to moja siostra, od dzieciństwa jesteśmy nierozłączne, mieszkamy na sąsiednich osiedlach, rozmawiamy praktycznie codziennie. Jola zaczęła jednak zwracać uwagę na sprawy, które mnie wcześniej nie zastanowiły. Dlaczego Basia zadzwoniła na telefon stacjonarny, skoro zawsze rozmawiamy przez komórkę? Jak to możliwe, że spowodowała wypadek samochodowy, skoro jakieś 10 lat temu sprzedała samochód i od tej pory nie prowadziła? Jola zaproponowała, żebym zadzwoniła na telefon komórkowy Basi i jeszcze raz spróbowała spokojnie z nią porozmawiać. Siostra odebrała po kilku sygnałach. Spokojnym, wesołym głosem zapytała, czy do niej dołączę, bo właśnie wybiera się obrobić grządki w naszym wspólnym ogródku działkowym… Na moje pytanie o wypadek, o potrąconego chłopaka zaniemówiła. Uświadomiła mi, że u niej wszystko w porządku, a na telefon stacjonarny musiała zadzwonić jakaś oszustka… Nie mogłam uwierzyć, że dałam się nabrać! Pani Zofia do dziś żałuje jednego: kiedy za parę minut ponownie odezwał się telefon stacjonarny, w wielkich emocjach wykrzyczała dzwoniącemu, że jest obrzydliwym oszustem i nieomal doprowadził ją do zawału serca, a następnie przerwała połączenie. – Zamiast tego powinnam od razu powiadomić policję i poprosić o interwencję. Może w ten sposób oszuści zostaliby złapani i nikogo więcej nie próbowaliby już okraść?