Lichwiarska pożyczka. Historia pani Iwony

Koszmar pani Iwony zaczął się w 2014 r. To wtedy postanowili z mężem zrobić remont dachu. Okazało się, że sama wymiana blachy nie wystarczy: więźba była już mocno zniszczona i firma remontowa zdecydowanie radziła wymianę. – Nie byliśmy na to gotowi, mieliśmy odłożone tylko na blachę, ale fachowcy mówili, że nakładanie nowej na przegniłą więźbę mija się z celem – wspomina pani Iwona. Starsze małżeństwo zdecydowało się wziąć pożyczkę – 30 tys. zł pod zastaw domu. Nie zdziwiło ich, że już za samo rozpatrzenie wniosku musieli zapłacić ponad tysiąc.

Wątpliwości nie wzbudził także fakt, że za 30 tys. pożyczki musieli zastawić dom wart co najmniej czterokrotność tej sumy. Umowę zaledwie przejrzeli, nie ustalili, że ukryte oprocentowanie sięgało niemal 60%! Zaczął się prawdziwy dramat: wizyty dziwnych ludzi w domu, straszenie, że jeśli nie zapłacą, do ich domu wprowadzą się bezdomni, telefony o najróżniejszych porach, a nawet telefon do córki. Małżonkowie nie mają pojęcia, skąd pożyczkodawcy mieli jej numer.

Dług ciągle rósł, choć pani Iwona i pan Roman spłacali comiesięczne raty. W końcu za namową córki zgłosili sprawę na policji. – Trafiliśmy na fantastycznego prokuratora, który pomógł nam dochodzić naszych praw na drodze cywilnej. Umowę unieważniono, a my odzyskaliśmy spokój – mówi pani Iwona. Nie wszyscy jednak mają tyle szczęścia. Media co jakiś czas obiegają informacje o ofiarach lichwiarzy, którzy nierzadko postępują w brutalny i bezwzględny sposób. Zdarza się, że domy tracą starsi, schorowani ludzie, którzy z dnia na dzień lądują na ulicy, często nawet bez rzeczy osobistych (zdarzały się przypadki, gdy lichwiarze zmieniali zamki pod nieobecność właścicieli).