Kieszonkowcy. Historia pana Stanisława i pani Genowefy

Pan Stanisław stracił ok. 200 zł i wszystkie dokumenty, pani Genowefa – 130 zł, dokumenty i klucze do domu. Oboje padli ofiarą kieszonkowców i oboje przyznają, że przez chwilę nieuwagi mieli mnóstwo problemów. Pan Stanisław nie jest w stanie precyzyjnie określić, gdzie dokładnie został okradziony. Był w klubie seniora na swoim osiedlu. Później tramwajem pojechał do centrum, by odebrać zamówione w bibliotece książki. Po drodze zrobił jeszcze drobne zakupy w sklepie elektrycznym. To, że nie ma portfela, zauważył, gdy chciał kupić bilet powrotny na tramwaj.

– Miałem portfel w tylnej kieszeni spodni. Dziś wiem, że to najgorsze miejsce na przechowywanie cennych rzeczy – mówi 67-latek. W portfelu trzymał ok. 200 zł, dowód osobisty, prawo jazdy, kartę kredytową. Wiedział, że nie ma chwili do stracenia, bo złodzieje mogą wyczyścić mu konto, dlatego za pomocą komórki wyszukał w internecie numer infolinii banku. – Zadzwoniłem i poprosiłem o natychmiastowe zablokowanie karty – opowiada. Na szczęście złodziej nie zdążył jeszcze wykonać żadnej transakcji.

– Przestrzegam teraz wszystkich, by uważali na portfele i nie nosili ich w taki sposób, jak ja miałem w zwyczaju. Kupiłem sobie specjalną saszetkę, która jest z przodu. Dzięki temu cały czas widzę, czy ktoś nie próbuje sięgnąć po moje pieniądze lub dokumenty – podsumowuje pan Stanisław.

Był rok 2014. W tamtą środę pani Genowefa jak każdego tygodnia wybrała się na miejski targ, by kupić świeże warzywa i owoce. Miała ze sobą torebkę przewieszoną przez ramię. – Pilnowałam jej, wiem przecież, że zatłoczone miejsca to raj dla kieszonkowców – mówi 80-latka. Z czasem przybywało zakupionych produktów i pani Genowefa na ramieniu z torebką powiesiła jeszcze płócienną torbę wypełnioną sprawunkami. Kiedy doszła do stoiska z nabiałem, chciała sięgnąć po portfel, by zapłacić za śmietanę i twaróg. Wtedy zorientowała się, że z całej torebki został tylko… pasek. Złodzieje odcięli i zabrali resztę.

– Wpadłam w popłoch, zaczęłam przeglądać reklamówki i tę materiałową torbę, wierząc, że gdzieś tam będzie torebka. W końcu się rozpłakałam – wspomina seniorka. – Nie używałam wtedy komórki, nie miała pojęcia, co dalej robić i za co wrócić do domu – opowiada. – Kobieta, która sprzedawała nabiał, podeszła do mnie i zaoferowała pomoc. Zadzwoniłyśmy na mój numer stacjonarny. Na szczęście tego dnia córka miała drugą zmianę i była w domu. Przyjechała po mnie – dodaje.

Z targu pani Genowefa z córką pojechały na komisariat. Zgłosiły kradzież dokumentów. Najgorsze, że w torebce były także klucze do mieszkania. – Byłam przerażona. Złodziej mógł odczytać z dowodu mój adres i w każdej chwili okraść nam dom – mówi seniorka. Poza wyrabianiem nowych dokumentów rodzinę czekała też wymiana zamków. Razem z nowym kompletem kluczy dla każdego z domowników oznaczało to wydatek 480 zł.

– Na szczęście nie mam karty bankomatowej. W portfelu było tylko 130 zł, więc nie straciłam aż tak dużo. Ale wyrabianie nowego dowodu i tak kosztowało mnie trochę nerwów. Robienie zdjęcia, składanie wniosku, potem odebranie dokumentu… – wylicza pani Genowefa.